Napisał
Samael [odzyskano]
Istnieje różnica między sportem zawodowym a grą przeglądarkową czyli zabawą. Sport polega na biciu rekordów i osiąganiu sukcesów, gra polega na zabawie.
Jeżeli pewna grupka osób zdominuje igrzyska za bardzo to popsuje zabawę innym graczom. Pamiętam, że już miesiąc po wprowadzeniu Igrzysk przestałem na nie chodzić bo zrozumiałem, że nie mam szans na wygraną z osobami, które grają 24h/dobe, mają wuchtę pieniędzy i EQ na które ja nie mam szans, poza tym te grupki osób umawiały się na teamspeaki i zyskiwały przewagę. Saboty, na które tak narzekacie były odpowiedzią na tych graczy, którzy za bardzo zdominowali igrzyska. Jakiś czas "odpoczynku" od igrzysk po zwycięstwie jest dobrym i nieinwazyjnym rozwiązaniem zachęcającym innych graczy do rywalizacji w której nie będą z góry skazani na pożarcie.
Przecież doskonale wiecie jak to teraz wygląda, grupa najlepszych graczy dogaduje się między sobą kto tym razem ma wygrać Igrzyska Śmierci, czy tak powinno być? Nie wydaje mi się.
Prawdę mówiąc zapomniałem już, że te igrzyska nadal co tydzień się odbywają (bardzo dawno na nich nie byłem), bo zrozumiałem, że i tak zawsze wygrywają te same osoby i to w dodatku ustalone wcześniej między sobą. Po co chodzić na takie igrzyska? A może po prostu ja inaczej rozumuję pojęcie zabawy, może wam odpowiada taki system, taka gra na takich regułach. Róbcie co chcecie, ale propozycja opisana w tym temacie jest według mnie warta przemyślenia i wcale nie tak szkodliwa dla tych, którzy często wygrywają.. oczywiście oni będą się buntowali, bo to przecież ICH Igrzyska ; )